Robi się późno. Z minuty na minutę ogarnia mnie dreszcz jesiennego chłodu. W głębi duszy modlę się, aby koszmar który dopiero się zaczyna, już się skończył. Rafał prawdopodobnie wyczuł moje zdenerwowanie, bo dłonią pogładził mnie po ramieniu. Wiem co to znaczy. Zawsze tak robi, gdy tylko wie, że zakończenie nie musi być dobre. To wszystko zaszło już za daleko. Nie mamy prawa się poddać. To ma być nasze zwycięstwo. Nikogo innego. Do tej pory szliśmy główną leśną ścieżką. Tędy chodzą ludzie w jesienne dni na grzyby. Teraz jednak ta na pozór zwyczajna dróżka, wydaje się ciągnąć do dna bez wyjścia. Po długim spacerze, Rafał nagle zmienił kierunek i ruszył w prawą stronę. Spojrzałam na niego, ale ten nie zauważył mojego spojrzenia. Dotarło do mnie to, że on jest tak pewny siebie... Inaczej niż kiedykolwiek. Postanowiłam poukładać myśli. W razie jakiegoś wypadku będą one zbędne. Im szliśmy dalej,. tym wysokie drzewa coraz bardziej przysłaniały jasno świecący księżyc. Nie widać było gwiazd. Po dłuższym upływie czasu, postanowiłam w końcu zapytać Rafała:
- Powiesz mi wreszcie dokąd idziemy?
- Jeszcze trochę musisz wytrzymać. Zaufaj mi, proszę.- odpowiedział mi, po czym zamilkł.
Nie miałam chęci do dalszej rozmowy. O nic więcej nie zapytałam, choć miałam w głowie tysiąc innych pytań. Męczyła mnie ta cisza. Mogła oznaczać cud, lub ciszę przed burzą. Nie miałam przy sobie zegarka. Ale byłam pewna, że idziemy już dobre kilka godzin. Bolały mnie nogi. Czułam głód i tak bardzo chciałam się czegoś napić. Moje usta zaschły. Nie mogłam wydobyć z siebie nawet cichego chrząknięcia. Na szczęście otuchy dodawał mi Rafał. Moje powieki teraz stają się coraz cięższe. Nie wydaje mi się, żebym była choćby trochę śpiąca. Co prawda zmęczenie daje się we znaki, ale nie powinnam zasnąć. Już miałam upaść na ziemię, gdy ktoś mocno szarpnął mnie za ramiona. Przed oczami zobaczyłam Rafała. W takim samym stanie co ja. Do tej pory szedł przede mną, tyłem. Nie widziałam wyrazu jego twarzy. Teraz trzymał mnie przy sobie. Martwił się. Chwilę potem, lekko zmartwionym głosem zapytał:
- Nic ci nie jest? Wyglądasz jak chodzące nieszczęście.
- Nie. Raczej nie.
- Pamiętaj. Ja się o ciebie martwię. Jak coś się będzie działo, to mi od razu powiedz. Wrócimy.
Po tych słowach mocno mnie przytulił. Ten gest dodał mi otuchy. Zniknęły wątpliwości. Nadal czułam się nie komfortowo z sytuacją ale wiedziałam, że dam radę. Dla nas.
***
Witam :)
To pierwsza część opowiadania. Kolejne pojawią się wraz z pojawieniem się fali weny twórczej.
Propo tytułu opowiadania. On może się zmienić. Na razie mam wizję następnych części, ale mogą w każdej chwili się zmienić. Więc, ten wątek zostawmy na potem..Zależy mi na waszych opiniach. Czy warto pisać kolejne części? Czy będziecie je czytać?
Na dziś to koniec. Miłego wieczoru! :)
To pierwsza część opowiadania. Kolejne pojawią się wraz z pojawieniem się fali weny twórczej.
Propo tytułu opowiadania. On może się zmienić. Na razie mam wizję następnych części, ale mogą w każdej chwili się zmienić. Więc, ten wątek zostawmy na potem..Zależy mi na waszych opiniach. Czy warto pisać kolejne części? Czy będziecie je czytać?
Na dziś to koniec. Miłego wieczoru! :)
Świetny miałaś pomysł. Akcja staje się naprawdę ciekawa. Mroczny nastrój nadaje temu opowiadaniu pazura. Powinnaś kontynuować pisanie tego utworu. Napewno będe je nadal czytać. Każdy twój tekst daje dużo do myślenia. Po przeczytaniu tego. Ciągle nasuwają się pytania. Co będzie dalej? Jak będą wyglądały dalsze relacje między bohaterami? Czy uda im się osiągnąć wyznaczony cel? W głowie roji się mnóstwo scenariuszy. Czekam na dalsze części.
OdpowiedzUsuńświetnie piszesz :D będę wpadać częściej :D
OdpowiedzUsuńwww.dlifebook.blogspot.com
obs za obs ?